Cienka granica dobrego smaku – czyli czego nie lubię w polskich weselach?

Nie chcę i nie lubię narzekać, ale ponad wszystko cenię sobie klasę i dobry smak, a niestety w kwestii ślubów i wesel w Polsce nadal pozostaje wiele do zrobienia. Świata nie zbawię, ale podzielę się z Wami tym, co najbardziej irytuje mnie kiedy, jako gość, bywam na weselach. I nie sądzę, żebym była odosobniona w swych odczuciach. Spójrzmy zatem na te grzechy.

Oczepiny i (ujmijmy to delikatnie) weselne zabawy niewysokich lotów

Wystawiają na pośmiewisko i psują wizerunek osób biorących w nich udział. W złym świetle stawiają wodzireja i/lub zespół oraz organizatorów, a przede wszystkim Parę Młodą, która pozwala na wprowadzenie przez te zabawy przaśnego klimatu. Zażenowanie wywołują u mnie weselne zabawy o podtekście seksualnym czy infantylne konkursy podczas których goście brudzą się mąką czy kremem z ciast. I te mizerne nagrody… butelka wódki lub „taśma z wesela”, czyli papier toaletowy.

Jest cała masa fajnych zabaw i konkursów, angażujących całą salę np. quiz ze znajomości tematyki filmowej. Drużyny to poszczególne stoliki. Bawią się wszyscy goście a sam pomysł rywalizacji wzmacnia integrację.

Ślubne teksty i wierszyki

Niby zabawne a jednak to takie małe koszmarki, którymi obkleja się buty, pojazd Młodej Pary i co tylko się da.

Nietaktowne zachowania

Przymuszanie do tańca czy namawianie do picia. Zataczający się, nie pierwszej świeżości wujaszek z rubasznym uśmieszkiem przesadzający z alkoholem i nazbyt częstymi wybuchami głośnego śmiechu. Brak umiaru, rozwiązły język, plotki to takie typowe weselne wpadki. Tego nie lubię.

Niewygodne pytania

„Zobaczysz, po ślubie wszystko się zmieni…”

„Po co wam ślub?”

„Kiedy dzieci?”

„Teraz żona ci się zaniedba i roztyje”

Są tematy delikatne i rzeczy, o których ludzie często nie potrafią rozmawiać. Łatwo o nietakt, więc nie warto brnąć w politykę czy rozmowy o chorobach.

Wszystko na pokaz

Takie zastaw się, a postaw się. I brak umiaru. I kicz. Drażni mnie dekorowanie ślubnymi motywami każdej butelki, kieliszków, klamki. Przesada nigdy nie jest dobra. W żadnym aspekcie życia. I nie mam tu na myśli bogatej kolorystyki, motywu cyganerii czy daleko idącej oryginalności. Apeluję tylko o spójną koncepcję i dodatki dobrej jakości.

Ograniczyłam tą listę do niezbędnego minimum ale musiałam to z siebie wyrzucić choć wiem, że nie jest to tekst dla grupy docelowej mojego bloga. Wiem też, że polskie śluby i wesela mają się coraz lepiej. Coraz częściej organizowane są z klasą i wdziękiem.

Skrzywienie zawodowe? Za dużo wymagam? Chyba nie 🙂

Zdjęć z premedytacją nie zamieściłam. Nie ma czego oglądać. Jedynie obrazek wyróżniający artykuł pochodzi z http://www.tulleandchantilly.com.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

F